WARSZTATY
KAL 2007
III warsztaty literackie Klubu Niebieskie Pióro (20–22 IV 2007):
Pensjonat Teresa, jego przemiła właścicielka – pani Teresa Heigelmann i mazurskie pejzaże:
![]()
Grupowe zajęcia z instruktorem warsztatów – Kazimierzem Burnatem:
![]()
i praca indywidualna czyli ludzie wiersze piszą:
![]()
Rodzinna atmosfera przy stole:
i zupełnie inny obraz rodziny w przedstawieniu Matka i Lampart:
![]()
Prezentacja wierszy uczestników warsztatów:
![]()
była częścią plebiscytu na najciekawszy utwór. Zwyciężył Zygmunt Kot ale wszyscy poeci otrzymali upominki:
![]()
Podczas uroczystego zakończenia warsztatów Kazimierz Burnat został oficjalnie powitany w gronie Klubowiczów:
Przewodnicząca Rady Klubu dziękuje wszystkim, którzy przyjechali do Kalu: za wiersze, za miłe słowa, za ciepłą atmosferę. Do zobaczenia na kolejnych warsztatach!
Zdjęcia z archiwów Andrzeja Niżewskiego i Ewy Bugajnej.
ZAKOPANE 2004
Pierwsze Warsztaty Literackie Środowiska Policyjnego miały miejsce w dniach 4-5 października 2004 r. we Wrocławiu, podczas Inauguracji Roku Kulturalnego w Policji. Udział w nich wzięli funkcjonariusze Policji z całej Polski. Po raz drugi członkowie klubu „Niebieskie Pióro” spotkali się w dniach 14-17 kwietnia 2005 r. w Zakopanem, gdzie doskonalili swój warsztat poetycki pod okiem zawodowego instruktora literackiego – Adolfa Krzemińskiego. Podczas zajęć uczestnicy analizowali wiersze Herberta, Różewicza, Grochowiaka. Prezentowali również swoją własną twórczość. W przepięknych zakopiańskich krajobrazach szukali natchnienia do dalszego tworzenia. Rozmawiali ze sobą o otaczającym ich świecie i o tym, jak najpiękniej można go opisać.
Już dziś zapraszamy policyjnych literatów na kolejne spotkanie członków klubu, które odbędzie się w dniach 20-22 kwietnia 2007 r. na Mazurach – w Kalu k/Węgorzewa.
Jesteśmy w Kalu. Podobno. Przyjechaliśmy w nocy, więc mogłam tylko zakładać, że to miejsce docelowe. Ciemno, zimno i mokro. Na zewnątrz, bo pensjonat – nasz dom na najbliższe dni – okazał się całkiem, całkiem. Pogoda pod zdechłym Azorkiem – oszalały wiatr rzucał się do okien, pędził po dachu ciskając strugami deszczu, to gradowymi kulkami. Ponoć Bóg, gdy chce kogoś pokarać, rozum mu odbiera. Widać nagrzeszyłam… Prawie maj, to i ja odziana jak na majówkę. Nim ostatecznie odpłynęłam w senny niebyt, odegrałam uwerturę na zęby i szczękę – dobrze mi tak. A rano obudziły mnie blask i Cisza. Jeszcze z pajęczynką snu na powiekach uniosłam rolety. Widoku, który ujrzałam, nie zapomnę nigdy. Okno wypełniało jezioro satynowe, turkusowo-błękitne. Słońce zdążyło już oprzeć podbródek o taflę jeziora i pracowicie naklejało rybie łuski – coraz ich więcej i więcej. Trzciny zielonymi cieniami kłaniały się złotemu bożkowi i ta poranna toaleta pary łabędzi… Garbata wierzba ugięła ramiona, jakby chcąc napoić ledwie narodzone listki srebrnym naparem toni. Twarz jeziora – to marszczyła się, jakby zdziwiona, to wygładzała pogodnie. A Cisza stała – nieruchoma, dostojna, święta. Byłam tam. Świadkiem poezji Boga.
Komentarz autor balLADYna — wtorek, 17.07.2007 @ 16.33