NIEBIESKIE PIÓRO

Wolak Lesław

wolak.jpg

Lesław Wolak jest absolwentem Wydziału Elektrycznego Politechniki Wrocławskiej.
Debiutował w miesięczniku OKOLICE nr 4/83. Jego wiersze publikowane były również w Poezji, Akancie, Obrzeżach, Przekroju, w III i IV Alamanachu Jeleniogórskim oraz w prasie regionalnej i wydawnictwach pokonkursowych. Prozą poetycką zadebiutował II nagrodą w Konkursie im. Sułkowskiego w sierpniu 2006 r. Jest laureatem kilku Ogólnopolskich Konkursów Poetyckich. Ostatnio nominowany do nagrody głównej w Konkursie Bierezina na debiut książkowy roku organizowany przez Stowarzyszenie Pisarzy Polskich w Łodzi. Latem chodzi po górach, przede wszystkim Izerskich, zimą biega na nartach po trasach Biegu Piastów. Oprócz poezji interesuje się także religiami świata.

__________________________________________________________________

KOŃ TROJAŃSKI

Kiedy staję u wrót wiersza w ciemnym świetle światła,
dłonie ognia wyznaczają okręgi metafor, przechodzą
w uczone dialogi starych mędrców z odległej Attyki.
Jeśli będziesz słuchał uważnie, zrozumiesz te szepty.
Głęboka tajemnica jak stłumiona iluminacja biegnie obok,
toczy ziarno od wschodu do zachodu, od słowa do słowa,
wewnątrz przesuwa tysiącletnie arkady, kolumny, posągi.
Rozchodzą się mity o bogach, poematy o herosach.
Przetaczają się wojny, powstania, rewolucje.
Płyną nieustanne hymny, marsze i rapsodie.
Jestem we wnętrzu Trojańskiego Konia
gdy się uwolnię, to tak jakbym przeniósł się
w nową przestrzeń.

SAVOY

Jesień zaskoczyła mnie deszczem,
ptak wleciał przez okno w hotelu Savoy
i zastygł w firanie: daleko stały góry,
o krok w dolinie nocy spało miasto

Lato gorące i suche jak początek anginy
co wcześniej odjęte - zostanie oddane?
Anne Brancoft chciała być aktorką i była,
bo są tacy którzy chcą i są – prawda?

Skoro godziny biegną jak młode gazele,
piszę esemesa do Heloizy, to różnice?
To gradacje świateł ? Ziarna deszczu
grają, kiedy nadchodzi przebaczenie

SIERPIEŃ W KARKONOSZACH
księdzu Janowi Nicko

Góry – dymiące mgłą wulkany
Żagle drzew kołyszą przestrzenią
Światło przełamuje powierzchnię wody
Maluje grzbiety pstrągom w strumieniu
Siekiery – stare zegary pukają do wrót lasu
Czuję się jakbym leciał za jastrzębiem na lotni
Jestem tu w skalnym sercu Słonecznika
Słońce zawisło nade mną i trwa wbrew wszystkiemu
Cisza cirrostratusem rzeźbi profil nieba
Jakby promień uniósł staw z doliny
Dojrzałe łany zbóż stołem biesiadnym ptactwa
Zapylany wrzos rozpływa się na tafli świateł
I nic tu nie jest i nie będzie roztrwonione

W dole wije się
Wioska – stary żebrak bez wielkomiejskich ambicji
Gubi tynki podpiera kijem płot
Raz do roku na odpust przyjeżdża Pan Bóg
Starym oplem razem z księdzem Janem
I udziela przybyłym rozgrzeszenia

PROZA POETYCKA

Jaskółka

Jaskółka jest czarnym odcieniem nieba zwiastującym nadchodzącą burzę. To oczywistość rozległej równiny. Krajobraz znaczony beczkami, śrubami, wariacjami koszącego lotu. Nagle zawisa w powietrzu. To znów płynie niczym wenecka gondola. Kiedy przysiada na zielonej trawie i rozpływa się w niej; w olbrzymiejącej ciszy słychać, z jakim łoskotem krople rosy uderzają o ziemię.
Cisza to słyszy.
Jaskółka jest moim porankiem. Otwiera na wiosnę rubinowym kluczem wrota do przestrzeni. Pracuje jak portowy tragarz przy budowie gniazda. Kiedy karmi młode, uwija się zwinnie jak wiejska gospodyni podczas żniw. Jesienny jej odlot pozostawił we mnie przestrzeń wyrzeźbioną fiordem. Usłyszałem tylko granat pękniętej doliny. Jaskółka jest czarnym odcieniem nieba zwiastującym nadchodzącą burzę.

Poemat z Niagara Falls

Kiedy podpływałem białym stateczkiem pod wodospad Niagara, słońce właśnie osiągnęło zenit. Zenit kręcący piruety do zawrotu głowy. Wówczas wodny parasol stanął dębem przede mną i odbił mnie jak lustro. A ta tęcza, a ta tęcza nad nim jakby w wpół przegięta; jakby farby mieszał w niej sam Pablo Picasso, jakby chciał w nią wcisnąć wszystkie barwy kwiatów i jeszcze coś, co zapomniałem ofiarować ci swego czasu. Nagle podszedł do mnie murzyn i rzekł ciężkim basem– „To pańska peleryna niech ją pan założy”. Próbowałem usłyszeć jak coś do mnie mówisz, ale szum był wielki jak przy starcie rakiety i nagle grad spłynął z nieba twoich oczu, niczym milion pereł. Widziałem jak spadają na rufę i toczą się powoli, wpadając do wody. Próbowałem je łapać, lecz przelatywały mi przez palce. Co po latach zapamiętałem z tej wyprawy: tęczę, grad pereł czy zgubioną duszę?

Jezioro

Katarzyna to wodna nimfa, która pływa we mgle Lazurowego Jeziora. O świcie wypływa gondolą sprawdzić czy pogasły wszystkie Lampy Nocy, czy w sieci nie wpadł jakiś złodziej lub wiersz. Mgła łączy się z Lazurowym Jeziorem srebrnym pyłem brzóz wokół bagien i oddycha trzciną w zachodniej zatoce, gdzie na gody udają się leszcze. W samo południe lekki powiew wiatru przynosi nad jezioro białe latawce, które błyszczą na niebie jak gwiazdy. Nad wodą na swoich jedwabnych skrzydłach bezszelestnie unosi się ważka, to zagubiona dusza Lazurowego Jeziora. O zmierzchu mgła cicho gra i pokrywa aksamitną pajęczyną nocy lazurową taflę jeziora. Katarzyna zamyka okna codzienności. Wiersz gaśnie i zapada w sen. Katarzyno przynieś o świcie nowy wiersz.

Dalekopis

Dalekopis T-51, wnuczek telegrafu z czasu wielkiego krachu na nowojorskiej giełdzie, czasu prohibicji i złotych interesów Ala Capone, przez ostatnie dwadzieścia lat pracował jak koń wraz ze mną w Urzędzie Pocztowym. Nie chorował, nie marudził jak niektórzy z nas. Kiedy rozpoczynał pracę wszyscy mówili- „hałasuje jak traktor albo odrzutowiec”, a ja gdy zaczynał swoje – „ti-ti tata-tata-ta” słyszałem w tym stuku symfonie Ludwika van Beethovena i czułem jak ciarki przechodzą mi po plecach. I coraz wyżej! Wyżej! unosiłem się w powietrzu, aż do całkowitego ulotnienia. Kiedy wiosna grała w szachy w parku miejskim, do firmy przyszedł szyfrogram o wycofaniu urządzeń telegraficznych z eksploatacji. Jakoś mi się smutno zrobiło na duszy, gdy staruszka wynosili na strych. Teraz robią na niego gołębie. Sio! Sio! Ptactwo przebrzydłe!

Miasto
Codziennie modlę się do tego miasta po zmierzchu; kiedy księżyc gonieniem słońca strudzony, przypływa jak łosoś do zatoki na tarło. Wówczas płonie łuna nad kotliną a szczury, koty i złodzieje wychodzą po łup. Miejskie pomywaczki cicho mrucząc pieszczą ulice. Cyganeria śpiewa i tańczy przy ognisku u jego bram. Kiedy wejdziesz do miasta zagubiony wędrowcze, ono na pewno cię przytuli; da schronienie w hotelu, dworcowej poczekalni lub przytułku dla bezdomnych. Śpij. Śpij. Fosforyzujący balon unosi nad nim jego duszę.
Modlę się, żeby o świcie zmartwychwstało nad nim słońce.

Brak komentarzy »

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog at WordPress.com.