Kapturski Krzysztof

Krótko: 35 lat, mąż, ojciec dwóch świetnych córek (10 i 7 lat), adminstratywista po KUL-u. Od 15 lat w Policji. Ślązak z urodzenia i duszy, realizujący się od 12 lat w Radomiu. Przez 10 lat dochodzeniowiec, obecnie logistyk od pozaoperacyjnej współpracy międzynarodowej policji garnizonu mazowieckiego. Absolwent WSPol po pionie kryminalnym.
Pisaniem zajmuje się od kilku lat. W kwietniu 2004 r. jego wiersze ujęto w almanachu Grupy Twórczej Brzoza w Radomiu. Wielokrotnie publikował swoje utwory w Policyjnym Głosie Mazowsza, miesięczniku Radostowa oraz w prasie parafialnej na Śląsku. Powoli przygotowuje materiał na własny tomik poetycki. Poza osiągnięciami literackimi w środowisku policyjnymi może pochwalić się wyróżnieniem w Konkursie Na Fraszkę o Radomiu, organizowanym przez Resursę Obywatelską (2005).
________________________________________________________________
MAŁŻEŃSKIE POJEDNANIE
Tylem ci nakłamał
Za swego żywota
Tylem ci uczynił złego
Prawiem serce złamał
Prawdziwy idiota
Widząc jeno czubek nosa swego
Skąd brałaś te moce
Dla mnie niepojęte
Żeś tak trwała przy mnie?
Przepłakane noce
Skrzydła marzeń podcięte
I ten chłód jak w zimie
Rachunek sumienia spóźniony
Dzisiaj mi doskwiera
Gdym już na życia krawędzi
Niech twój czas najlepszy roztrwoniony
Przez życiowego frajera
Już snu ci z powiek nie spędzi
To rzekłszy mąż-despota
Po raz ostatni zamknął oczy
I odszedł w słuszne zapomnienie
Łzę roni żona - bo to cnota
Lecz z losem się nie boczy
Od lat z sąsiadem ćwiczy ukojenie
MORSKI BAL
Mała zatoczka na skraju plaży
W morzu odbity księżyca blask
Krajobraz jak ze ściennych pejzaży
Dopuścił nas dziś do łask
Chrust już strzela płomieniem
Choć małym – ogarnia nas żar
Zapraszasz mnie skinieniem
Upaja nas nocy tej czar
Już tańczą nasze usta
Kołysze nas szum fal
Ta plaża całkiem pusta
Zaprasza zmysły na bal
Dłonie w dzikim tańcu
Obnażają ciała dwa
Spojeni jakby łańcuch
Niech chwila ta wiecznie trwa
I nagle się wyrywasz
Wnet giniesz pośród fal
Zawsze w pomysłach wygrywasz
Dobrze, niech będzie morski bal!
Podpływam, patrzy Księżyc blady
Jak znów splatamy nasze ciała
Chłodny Bałtyk nie daje nam rady
Tak żar miłości działa
Woda wyrzuca nas na plażę
Gdzie ogień się już dopala
Leżymy, patrząc w gwiazdy marzę
Byś nigdy się nie zmieniała
NIECH TO SZLAG
Idzie szlag do miasta
Przechodzą go dreszcze
Na trafianie przyszła basta
Co by tu zepsuć jeszcze?
Wszystko wszak na głowie stoi
Brak składu i ładu
Każdy się każdego boi
Przodu nie rozróżnia od zadu
Wszędzie komercjalizacja
Wolny handel i uczuciem
Co okazja to libacja
Ze złorzeczeniem i pluciem
Idzie więc szlag, powłóczy nogą
I tak sobie myśli:
„Szlag by trafił swoją drogą
Czasy, które przyszły”.
Bardzo trafione wiersze w dzisiejsze czasy.Nic dodać , nic ująć:):)
Komentarz autor Zarombiste- brawo — środa, 03.01.2007 @ 23.57
A mnie nie bardzo leży ten rodzaj poezji
Komentarz autor brzoza — środa, 12.09.2007 @ 18.09
mm
wujek:)
jakie slicne wiersze:)
busiacki gorace dla rodiznki:*
Komentarz autor DoMinIsia:) — niedziela, 20.01.2008 @ 13.51