Kacprzyk Ewa
Do twarzy jej z gitarą i dobrze wygląda w mundurze. Czuje się w nim też znakomicie, bo to jest spełnione marzenie zawodowe. Od zawsze.
Zaraz po maturze zdanej w 1999 roku znalazła w stolicy jakieś tymczasowe zajęcie i podjęła starania, żeby zostać policjantką. Trwało to osiem miesięcy, ale dopięła swego, żegnając się na dobre z rodzinnymi stronami w okolicach Ostrołęki.
Muzyka? Pierwszy instrument był pożyczony wraz z książeczką z akordami. Ewa kaleczyła sobie palce bez wytchnienia przez kilka miesięcy, potem z żalem musiała gitarę oddać. A brakowało jej tego grania jak słońca zimą. Własną, dobrze sprawującą się do dziś, kupiła dopiero za pierwszą policyjną pensję. Jej najwięksi muzyczni idole to Niemen i Kaczmarski, ich dzieło ją urzekło, nie może pogodzić się z tym, że odeszli nagle. Obaj w tym samym roku. Pociąga ją piosenka autorska. Układa teksty poetyckie, a potem stara się dodać do nich muzyczną ilustrację – dopełnienie. Zawsze jest taka kolejność.
O czym śpiewa? O życiu. Może o sztuce życia. Nie uciekając od rzeczywistości, buduje taki świat, w którym jest miejsce na nadzieję, będącą tym światłem pojawiającym się gdzieś na końcu. Nawet po ciężkich przejściach, upadkach, zakrętach losu, trzeba wierzyć w dobro. O miłości też śpiewa, o spełnionej, bo taka jest w jej życiu…
Na tym nie koniec. Są jeszcze w życiu Ewy pejzaże przedstawiane pastelami. Kolory chłodne, niewiele elementów, coś z klimatu skandynawskiego. Znajomi dziwią się, że taka otwarta, pogodna i sympatyczna osoba jest autorką mroźnych, bezludnych krajobrazów. Może to przekora, może nie chce przesłodzić własnego wizerunku? Zresztą z malowaniem i poezją zgodnie współistnieje ogromne zainteresowanie dziejami wywiadu, survivalem i sztuką walk. W nielicznych wolnych chwilach – jeśli nie czyta, a czytać uwielbia, na przykład… Żeromskiego, chyba zupełnie nieznanego jej pokoleniu - ćwiczy dalej.
Lubi życie, czerpie z niego pełnymi garściami.
(z artykułu Jolanty Ślifierz w „Gazecie Policyjnej”)
__________________________________________________
OBIETNICA
Pewnego dnia wrócę…
Wtedy powiem sobie całą prawdę
o czasie w którym żyję
przestrzeni którą oddycham…
Każdego dnia tonę w lustrzanym odbiciu
tego co niby tak dobrze znam
Wielu rzeczy nie powiem
bo i po co…
WYZNANIE
Zamknąć w kręgu kamiennym
istnienie mej duszy
nie sposób
Nie wstydzę się
ani żaru pragnienia
ani bezdennej głuszy
Po wiosennej burzy
bicie mego serca daremne
Bo to co czuję czym żyję
zależy tylko ode mnie
NADZIEJA
Gdy zbudzisz się o świcie dnia następnego…
Wejrzyj na życie, niczym z lotu ptaka.
Bo gdy cierń w sercu bólem się odbija
rankiem ożywają nowe nadzieje
A gdy do tanga znowu Cię porwą,
zrozumiesz, że życie nie jest historią.
To zamknięty krąg nierozerwalnych łask
A w nim wizja prawego zwierciadła.
***
… A potem
całe zło poskładam.
Zawinę w biały papier.
Wyrzucę je przez okno,
i drzwi zatrzasnę.
***
…I oto Jestem
Z powrotem.
W nowej szacie,
ale dusza zawsze pozostanie we mnie ta sama.
Jestem.
Z całym szacunkiem i ogromną czułością do ciebie…
MODLITWA DO OJCA P…
Dziś „ofiarowałeś” mi świadectwo,
Że człowiek jest tylko człowiekiem…
Poprzez swoje czyny wyraża wszystko to
czym dysponuje…
Dałeś mi coś jeszcze…
Siłę bycia lepszym.
Każdego dnia.
W stosunku do wszystkiego co spotykam na swej drodze…
***
Nim świt nadejdzie,
Wydam ciche westchnienie.
Zrozumiem wówczas o swym istnieniu prawdę.
Zaczaruję ją. Zmienię.
Na własną potrzebę i życzenie…
Na przekór wszelkim racjom
Pobiegnę…
Ile sił przed siebie
Poddając się tej chwili
Oddając w zapomnienie…
Bo jedna chwila warta jest więcej
Niż wszystko to, co inni zwą szczęściem
A czy jesteś mym przeznaczeniem
Którego pragnę i w które wierzę?
Nie wiem…
POŻEGNANIE
Dzień jak co dzień…
Niby zwykły, a w oczach zalśniły
ostatnie iskry rozpalonego ogniska
Kilka słów do przyjaciela
Skreślonych po latach
z nadzieją na odnalezienie tych straconych
Kilka wyrwanych kart
z kalendarza wspomnień
wrzuconych w płomień rozpaczy
Tak potrzebnych
by stać się kimś
kogo odbicie widzę w lustrze
Ogień strawi wszystko
7 lat życia zmieni w garść popiołu
z którego już nic nie sczytam…
***
Lubię…kiedy kobieta o wschodzie słońca
otulona w przeźroczysty skrawek jedwabiu
zrywa poziomki w pobliskim lesie
na polanie porośniętej mchem
w którym odbija się złocień błękitu
i innych kojących me zmysły barw nie z tej ziemi
A jej włosy…niczym żywy płomień
tańczą wokół twarzy z każdym podmuchem
tej cudownej bryzy która zapiera oddech
gdy w jej oczach widzę każde ziarenko matki ziemi
kiedy zamyślona wkłada do ust dojrzały słońcem
i powietrzem którym oddycham owoc
Jej dłonie…
Jej oczy…
Jej usta…
Niech to trwa wiecznie
***
Zanim zaśniesz…
Posłuchaj
co ma ci do powiedzenia zmrok
zapadający w ciszy
Pozwól
Odnaleźć mu w sobie symbol
nadchodzącej nocy i…
Zaufaj duszy
Zanim wstaniesz…
Posłuchaj
co ma ci do powiedzenia poranek
wstający w ciszy
Pozwól
Odnaleźć mu w sobie symbol
nadchodzącego dnia i…
Zaufaj duszy
_________________________________________________

Proszę o przesłanie materiałów stosownie do wcześniejszego uzgodnienia(wiersze, notka…
Pozdrawiam K. Burnat
Komentarz autor Ewa — niedziela, 06.05.2007 @ 19.51
Jak dla mnie bomba, do rockowych kawałków teksty jak ulał!!!
Komentarz autor Joe — czwartek, 13.09.2007 @ 21.24
Droga Ewo.Poezja wysokich lotów.
Proszę o radę.Tak jak Ty jestem stołecznym policjantem.Napisałem kilka wierszy.Kto mógłby ocenić moje “wypociny”.
Proszę o informację.
humanista
Komentarz autor 908333 — wtorek, 13.11.2007 @ 12.30