NIEBIESKIE PIÓRO

Grzelka-Kopeć Joanna

grzelka.jpg

Urodziła się w Wałbrzychu, gdzie ukończyła LO w klasie o profilu matematyczno-fizycznym.
Mimo to, ku przerażeniu ciała pedagogicznego, napisała z języka polskiego pracę maturalną pod tytułem “Poezja pokolenia zamordowanego” (efekt fascynacji poezją Baczyńskiego i jemu współczesnych). Za sprawą dyrektora (polonisty) III LO w Wałbrzychu praca ta była drukowana we fragmentach w Miesięczniku Literackim w 1982 roku.
Studiowała w Krakowie. Belfrem zostanę – rzekła i uczyniła. W Małopolsce miała być przez chwilę, a została na zawsze. „Cudzych dzieci” nie uczyła, bo się jej odmieniło. W miesiąc po obronie pracy magisterskiej z zakresu dydaktyki była już … gliniarzem.
Mieszka w Dobczycach, pracuje w Myślenicach. Oficer Policji (podinspektor) piszący wiersze i prozę. Należy do Klubu Literackiego „Niebieskie Pióro”, działa czynnie w Krakowskim Towarzystwie Kobiet Po Mastektomii Amazonki.
Jest wolontariuszką Zespołu ds. Interwencji Kryzysowych Starostwa Powiatowego w Myślenicach. W 2003 roku przeżyła „zderzenie ze smokiem” – nowotwór złośliwy. Boje z nim toczy do dziś. Bo to jest wojna na śmierć i życie. Swoją walkę opisała z humorem i właściwą sobie lekkością pióra w książce po tytułem “Pokonać smoka”. Skoro przeżyła, uznaje za stosowne pomagać innym kobietom na początku ich drogi do odzyskania zdrowia.

Konglomerat sprzeczności?
E tam… Kobiety urodzone w konstelacji Wodnika po prostu tak mają.

______________________________________________________________

***

życie kobiety codziennej
to właściwie całkiem
niezła fabuła

odrobina sentymentu
żalu
uniesienia
okruszyna radości

i czasem tylko
uwiera
niefortunnie dobrana
obrączka

DZIEWCZYNKA W RÓŻOWYCH FALBANKACH (opowiadanie)

Choć usilnie proszę moje dziecko, żeby tak szybko nie dorastało, ono nic sobie z tego nie robi.

Jeszcze kilka lat temu szczytem marzeń Młodej przed Gwiazdką była lalka Barbie lub hulajnoga. W tym roku oczekiwania mojego dziecka oscylują w okolicach zestawu damskich kosmetyków najnowszej, czerwonej linii Adidasa. Bąknęła też półgębkiem o własnej karcie bankomatowej (konto Junior czy coś w tym stylu). I chociaż ubawiła mnie niewąsko tą przymiarką do dorosłości, to zatęskniłam za moją małą dziewczynką. Miejsce tłuściutkiego stworzonka w różowej sukienusi, układającego falbanki na kanapie, zajęła nagle szczuplejsza, wyższa ode mnie młoda kobieta.

A tak niedawno wbiegała do kuchni w chwili, kiedy akurat kroiłam ciasto:
- Dla kogo kroisz taki duży kawałek? – zapytała podejrzliwie.
- Dla ciebie.
- Taki mały?! – obruszyła się moja pyzata gaduła.

Nic tak nie postarza człowieka jak rodzicielstwo. Co roku widzę, jak kolejne warianty mojej córki oddalają się w okrutną niepamięć. Z każdym rokiem przybywa wspomnień i uczuć pomnażających mój bagaż nostalgii. Ostatni rok był najgorszy. Młoda skończyła czternaście lat. Przez moją chorobę zbyt szybko dorosła. Rak to nie jest dobre tło do wychowywania dzieci. Przeistoczyła się w nastolatkę, dbającą o to, bym zjadła śniadanie i wypiła sok. Ale i w osobę, której do życia niezbędnie konieczna jest większa tygodniówka, sprzęt hi-fi najnowszej generacji, kurtka wyłącznie od Reportera i adidasy w odblaskowym kolorku dojrzałej pomarańczy. Moim zdaniem straciła dużo, pozbywając się wdzięcznego indywidualizmu dziecka na rzecz młodzieńczego pędu do naśladowania rówieśniczego stada. Tęsknię za moją beztroską dziewczynką. Może pewnego dnia zostanie wziętym lekarzem lub prawnikiem, a ja i tak będę tęsknić za moją fanką Eminema, ale cóż, takie jest życie. Dzieciom jest wszystko jedno. Są zbyt zajęte pogonią za nowym. Właściwie powinnam się przyzwyczaić, ale jest coraz gorzej.
Problem w tym, że moje dziecko nie jest już niemowlakiem. Tęsknię za czasami, kiedy wsiadałam do autobusu z nieporęczną spacerówką, która za diabła nie chciała się złożyć. Lub targałam ją na trzecie piętro z pyzatą Młodą w środku (o zakupach w koszyku nie wspomnę). Tęsknię nawet za pampersami, za zapachem oliwki na świeżo wykąpanym ciałku i za cichym, równym oddechem zasypiającego brzdąca. Czy tylko ja się tak czuję?
Dzieci nigdy nie patrzą wstecz dopóki same nie staną się nieodwołalnie dorosłe.
Obiecałam sobie, że będę spokojnie kibicowała dorastaniu Młodej, ale odkąd uświadomiłam sobie tempo zachodzących zmian, mam wrażenie, że wszystko toczy się jeszcze prędzej. Ledwo Młoda przyszła na świat a już zaczęła się zmieniać. Jednego dnia była niemowlakiem, następnego już nie. Jednego dnia raczkowała, drugiego już chodziła. Jednego dnia porozumiewała się monosylabami, następnego nie można było uciszyć niekończącego się potoku pytań.

Nie dorastaj tak szybko – prosiłam ją. Zatrzymaj się na chwilę. Daj się sobą nacieszyć. Jednak wiem, że zanim się obejrzę ona zacznie prowadzić nocne życie. Na tym też polega dorastanie i to właśnie – jak powiedziałaby Młoda – jest czaderskie. Choć oczywiście uwielbiam moją nową nastolatkę razem z jej okropnymi pomarańczowymi adidasami, jednak połową serca zawsze będę tęsknić za moją małą Dziewczynką w Różowych Falbankach.

grudzień 2004

Brak komentarzy »

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog at WordPress.com.