NIEBIESKIE PIÓRO

Abramczyk Wiesław

REFLEKSJA

Opadł już czarny całun nocy, świat się ułożył do snu…
Nadszedł znów czas refleksji, wrze niespokojny duch!
Siadam na skraju urwiska, gdzie myśli niepewne się trą…
Potęga gwiazd znów tak bliska, niepokój dręczy duszę mą!

„Niebo gwieździste nade mną…” Co wewnątrz duszy mej gra?
Czy tylko pieniądz grzechocze? A może pieniędzy brak?
A może to iskra boża daje o sobie znać?
Ciągle duszę mą paląc, nigdy nie daje spać!

Ogromne myśli bogactwo, wśród których ta jedna się tli:
Że kiedyś należy zasnąć, kiedyś nadejdzie świt…
Może tych myśli natłok których tak wiele jest,
Pozwoli mi zasnąć w spokoju… kiedy nadejdzie kres.

INTROSPEKCJA

JA – wielki i dumny w progu tysiącleci!
Rozwinięty ewolucją, czasem który leci
tak szybko, że wieczność oka mgnieniem
zaledwie się zdaje.
JA zmieniam bieg dziejów, świata obyczaje!

Wczoraj jeszczem z Bogiem zawierał przymierze.
Dziś MI nie potrzebne, nauką je mierzę!
Co boskie odrzucam! Rozwój ogranicza!
Nijak to zrozumieć – bełkot z pogranicza…

SAM SOBIE dziś prawdę nową ustanowię!
Po co MI dzisiaj polemika z Bogiem?
JA przecież świata (s)twórcą! JAM go wykreował!
Bogum wydzierał, co zazdrośnie chował.
Dziś wszystko co ludzkie, co boskie przerośnie!
JAM wielki, wspaniały, MA chwała wciąż rośnie!

JA atom rozbiłem, genetykę zgłębiam,
geniusz wielki posiadam, swą wiedzę pogłębiam.
Księżyca powierzchni dotknęły ME nogi.
Pytam więc SAM SIEBIE po co mi są bogi?

JA Ziemię czynię lepszą – bardziej mi poddaną.
Zmieniam wciąż na nowo materię zastaną,
drzew miliony wycinam, na zwierza poluję.
Kto mi się sprzeciwi, tego zamorduję!

JA… byłem Cezarem, Hitlerem, Stalinem.
JAM stworzył holokaust, armaty i minę,
bomb bez liku zrzucałem na wrogą mi nację.
Pytasz Boże, dlaczego?… Bo to JA mam rację!

Po co MI litość, miłosierdzie, miłość?
Słuchania o nich dzisiaj mam już dość.
Przecież to słabości, brednie, dyrdymały!…
Które MÓJ rozwój tylko hamowały!

Dziś MOJĄ religią nauka się stała!
Dzisiaj żem największy! Dzisiaj MNIE jest chwała!
Z głową przepełnianą ideami swemi…
Czemu więc przysiadam czasami na Ziemi?…

Dlaczego garść jej do ręki swej biorąc
do drugiej ją zsypuję, w czaszce czuję gorąc,
dziwną pustkę w duszy… Zadaję pytania:
Kim naprawdę jestem? Co ze mnie zostanie,
gdy nauki zabraknie? Czy wiedza wystarczy,
gdy kres życia zbliżając nadejdzie wiek starczy?

Ile jeszcze istnień niewinnych zmarnuję,
nim do błędu się przyznam, pokorę poczuję?
Bom pyłem jeno naprzeciw wieczności,
naprzeciw BEZKRESU, KOSMOSU, BOSKOŚCI…!

Brak komentarzy »

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Blog at WordPress.com.