Nadszedł upragniony czas urlopów. Z dala od codziennych obowiązków, zapatrzeni w romantyczne zachody słońca, piszemy, piszemy, piszemy…
To oczywiście najbardziej optymistyczny wariant urlopowych szaleństw. Inna ich wersja może wyglądać na przykład tak:
URLOP
- Widzisz? To naprawdę miły wieczór.
- Widzę – odpowiedział.
Od kilku dni patrzyli w telewizor. Siedzieli razem, miał wolne i brakowało mu oddechu. Niech to szlag, mógłby ten urlop się skończyć – pomyślał.
- Widzisz? – zapytała – widzisz, jak ten facet patrzy na nią?
- To tylko film, Ania. Przestań, nie wiesz, że tam produkują marzenia? Cały ten cholerny przemysł jest wymyślony tylko po to, żebyśmy czuli żal, którego nie można zaspokoić w realnym świecie. Żal, po którym szybko pobiegniemy do sklepu i wspomożemy ich cholerne wakacje w Afryce!
- Jaki znowu żal? Jaka znowu Afryka? Wiktor, co ty mówisz!?
Milczał, ale czuł, że wpada w sześcian potęgi przygnębienia, perspektywy kilkunastu kolejnych dni sam na sam ze swoim szczęściem.
- Napijesz się czegoś? – zapytała.
Wstała z wersalki, na której wspólnie skręcali czas w powróz na szyję.
- Zrób mi kawę.
Gdy został sam, wstał i podszedł do okna.
- Ciekawe, czy oni wszyscy… Ciekawe, czy ci wszyscy ludzie też mają taką pustkę w sobie? –pomyślał. Wyszedł z pokoju. Gdy zakładał buty, w przedpokoju Anka zapytała go, gdzie idzie, ale nie odpowiedział. Zamknął za sobą drzwi i wyszedł na klatkę schodową, a później na chodnik. Nie wiedział dokąd iść. Przystanął. Właściwie zawsze dokądś szedł. Dzisiaj było inaczej, dzisiaj nie szedł dokądś. Szedł skądś.
Piotr Kraszewski
Nie życząc nikomu tego typu przeżyć, czekamy na Wasze poetyckie pocztówki.
Do zobaczenia, usłyszenia, przeczytania we wrześniu.